REKLAMA
REKLAMA

Puchar Anglii: Liverpool bez problemów

dodał: Maciej Petryszyn  |  źródło: anglia.goal.pl  |  19.02.2012 19:22
W tym miesiącu piłkarzom Kenny'ego Dalglisha nie udało się jeszcze wygrać spotkania. Zanotowali oni jedną, za to bolesną porażkę ze znienawidzonym Manchesterem United oraz bezbramkowy remis z zawsze groźnym Tottenhamem. Toteż gracze z miasta Beatlesów nie mogli wymarzyć sobie lepszej okazji do odkucia się, niźli mecz Pucharu Anglii z drugoligowym Brighton.

Dzisiejsza kanonada rozpoczęła się już w 5. minucie, gdy Martin Skretel pokonał golkipera Brighton strzałem głową. Wcześniej rzut rożny wykonywał Steven Gerrard i to właśnie dzięki precyzyjnemu dograniu kapitana L'poolu oraz biernej postawy defensorów Słowak miał dostatecznie dużo miejsca, by ustawić się w dobrym miejscu i stojąc tyłem do bramki skierować futbolówkę do siatki pomiędzy rękami kompletnie zaskoczonego Petera Brezovana.

Dwanaście minut później Brighton dało sygnał, że nie pozwoli sobie w kaszę dmuchać i postawi zwarty opór o wiele wyżej notowanemu rywalowi. Przyjezdni zdecydowali się na krótkie rozegranie rzutu wolnego. Alan Navarro podał do stojącego nieopodal Willa Buckleya, ten zaś tylko przyjął futbolówkę po czym zostawił szykującemu się do strzału Kazendze LuaLua. Kongijczyk specjalnie kombinował, tylko precyzyjnie i mocno uderzył po ziemi w stronę prawego słupka Reiny i na jego szczęście pędząca piłka nie uderzyła po drodze w żadnego z graczy znajdujących się w polu karnym. Hiszpański golkiper Liverpoolu nie miał specjalnych szans przy tym strzale, ale w tym momencie było to dla niego raczej marne pocieszenie.

Pierwsza połowa zmierzała do końca, zaś wynik remisowy nie zamierzał ulec zmianie. Liverpool bezustannie napierał na rywali, ale co z tego, skoro na Anfield mieli wyraźnie rozregulowane celowniki. Nic straconego jednak, gdyż widząc nieporadność gospodarzy, piłkarze Brighton zdecydowali się sami postrzelać do własnej bramki.

Zaczęło się w 44. minucie. Po rzucie rożnym w wykonaniu the Reds zagotowało się w polu karnym B&HA. Golkiper gości dwukrotnie szczęśliwie interweniował, jednak przy trzecim strzale nie zdołał sięgnąć piłki. Starał się go wyręczyć w tym Liam Bridcutt, niestety futbolówką odbiła się od jego nóg, a następnie przeleciała miedzy nimi, by radośnie zatrzepotać w siatce.

Gold do szatni wyraźnie zdemotywował Brighton, gdyż po przerwie miało się wrażenie, że na murawę wyszła już tylko jedna drużyna. Niespełna dziesięć minut po rozpoczęciu drugiej części gry prowadzący indywidualną akcję lewym skrzydłem Stewart Downing dostrzegł kompletnie niepilnowanego Andy'ego Carrolla. Angielski skrzydłowy podał wzdłuż pola karnego prosto do kolegi, ten zaś precyzyjnym strzałem wykończył całą akcję i podwyższył prowadzenie swojego zespołu.

71. minuta to festiwal błędów w wykonaniu obrońców Brighton. Najpierw Navarro źle obliczył lot piłki, przez co ta przelobowała go we własnym polu karnym, co skrzętnie wykorzystał Gerrard. Doświadczony pomocnik ostatkiem sił dopadł futbolówki i z linii końcowej boiska skierował ją w stronę bramki Brezovan. Na drodze toczącej się piłki znalazł się jednak Bridcutt, który... zdobył drugą bramkę samobójczą. Gdyby nie jego "interwencja" gola prawdopodobnie by nie było, a tak prowadzenie 4:1 stało się już faktem.

Czy na tym koniec "wyczynów" graczy przyjezdnych? Otóż nie! Prowadzący akcję na lewym skrzydle Suarez zdecydował się na wrzutkę. Bramkarz gości wyciągnął się jak struna, by przeciąć tor lotu piłki, jednak tylko lekką ją trącił. Na całe szczęście wylądowała ona pod nogami Lewis Dunk i gdy zdawało się, że kryzys został już zażegnany, a Dunk po prosty wybije piłkę poza obręb szesnastki, ten... miał problem z przyjęciem futbolówki i ta odbiła się od jego uda w tak niefortunny sposób, że wylądowała w bramce B&HA. Pechowy strzelec starał się jeszcze ratować sytuację, spóźnił się jednak z interwencją i wybił piłkę, gdy ta znajdowała się już całym obwodem poza linią.

Dzieła zniszczenia na pięć minut przed końcem dopełnił Suarez, który kilkanaście minut wcześniej zmarnował jednak rzut karny. Wtedy, czyli w 80. minucie Urugwajczyk podszedł do jedenastki zbyt nonszalancko, przez co jego strzał był bardzo czytelny. Pięć minut później nie był już zdany tylko na siebie i dzięki akcji kolegów, a zwłaszcza Carrolla, który skupił na sobie uwagę bramkarza i odegrał główką do Suareza, ten ostatni mógł wpakować futbolówkę do pustej bramki.

Po tym zwycięstwie na graczy Dalglisha czeka Stoke, które zapewne nie będzie już tak łatwym przeciwnikiem, jak drugoligowiec z Brighton. Pierwsze zwycięstwo w lutym może podbudować piłkarzy z Anfield, oby tylko w kolejnych meczach z bardziej wymagającymi rywalami prezentowali podobną formę jak dziś.

Liverpool - Brighton 6:1 (2:1)
1:0 Skrtel 5'
1:1 LuaLua 17'
2:1 Bridcutt (sam.) 44'
3:1 Carroll 57'
4:1 Bridcutt (sam.) 71'
5:1 Dunk (sam.) 77'
6:1 Suarez 85'

żółte kartki:
Brighton - Navarro  49'

Liverpool: Reina - Johnson, Carragher, Enrique, Skrtel, Adam, Henderson (76' Kuyt), Dowinig (76' Maxi), Gerrard (76' Shelvey), Carroll, Suarez

Brighton: Brezovan - El-Abd (69' Mackail-Smith), Greer, Calderon, Dunk, Navarro, LuaLua, Bridcutt, Buckley (46' Noone), Barnes, Vokes (69' Vicente)

sędzia: Andre Marriner (West Midlands)
OTRZYMUJ NAJNOWSZE LIGOWE AKTUALNOŚCI


REKLAMA

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby dodać komentarz:

Komentarze | 0 komentarzy

sortowanie: rosnąco | malejąco
04.04 21:40